photo1 komentarze moje - poetic zaprasza
Glogew - historyczne miasto czy zdezelowane nic?
photo3

 

 

 

 

 

 

kontakt-contact to <!--Wyszukiwarka, seek, search-->skrzysia

©kts Ostatnia aktualizacja:
 2007-2016

back to <!--Wyszukiwarka, seek, search-->Kzreslawa - Tatiana

banner of <!--Wyszukiwarka, seek, search-->Krzysia

Odwiedziłam dziś, być może po raz ostatni, sławny Glogew.

Koniec wakacji roku 2006.
           Nazwę zmieniam, bo opinia o nim włodarzom jest nie na rękę. Wiadomo, o jakie miasto chodzi. Kiedy przed dwoma laty wjeżdżałam doń po raz pierwszy, poprzez koronkowy, pięknie fiołkowy most, sprawiał wrażenie ciekawego, innego, niż mój wielkomiejski, Poznań.

Przychylni ludzie - mrówki, ciekawe, dość tanie sklepiki, odzieżowe półhurtownie za bezcen, inny krajobraz, inne zachowania. Dziś to już miasto szeregu banków, nie wiadomo, dlaczego i dla kogo, pustawe uliczki z atmosferą sennych łąk, pustawe sklepiki z odmienionym, marnym, nieciekawym albo zbyt drogim, bo nadającym się do teatru, na koktajle i wielkie przyjęcia, asortymentem, ze znudzonymi krótkospódniczkowymi panienkami.

Poznikały tanie, łatwo dostępne, sklepy obuwnicze, na ich miejsce weszły właśnie owe bogate banki. No, tak, a może mieszkańcy są tak bogaci,  że na zakupy wyjeżdżają do Paryża czy do Londynu? W takiej sytuacji żadne sklepy tutaj nie mają miejsca. Świat woła! To ta miedź?

Jedno jest pewne, Glogew nie jest miastem przyjaznym turystom. Kiedy wchodzisz w Aleję Wolności, widzisz pośrodku ciąg szarych ławek.  Rzadko kto tam przesiaduje, bo też wciśnięte są pomiędzy dwie wąskie nitki jezdni.  Nieopodal, zamiast sklepów, epatowany jesteś bankami i tylko jeden sklep wielobranżowy , tzw. „misz masz” wyróżnia się tu niebyle jakością. Dalej masz jeszcze „do pooglądania” sklep spożywczy połączony z działem słodkości. Kiedyś, za narożnikiem, była mała kafejka,  z ciekawym i smacznym asortymentem, teraz dla turystów powstał sklep "ciekawych inaczej" mebli. Po przejściu przez podziemny zestaw schodów, gdzie znowu turystę atakuje pustota i szarość, wchodzimy na teren starego, nieciekawego dla obcych, miasta, części dla bogatych samozachwalaczy.  Kolorowe budynki i kolorowe atrapy Lidla  mają zastąpić atrakcje dla turystów. Nie usiądziesz tam, chyba , że wcześniej "się nasiądziesz" na obrzeżach tego drogocennego, dla swojaków, miejsca.  Nie przewidziano żadnych udogodnień, nie ma miejsca nawet na to, abyś gdzieś, z czegoś, mógł skorzystać. Tu mrugam jednym okiem. Pierwszy rzut oka na to miejsce ... i widzisz reklamę i siedzibę kolejnego banku, uschniętą, ze śmierdzącą wodą, sadzawkę, na której brzegach można przynajmniej usiąść. Jedyne ciekawe dwa miejsca to wyrzucony na „okrężnicę” sklep-winiarnia i na najdalszym od centralnej nitki krańcu - pijalnia smacznej czekolady. Tam możesz usiąść, znaleźć "wc" i odpocząć. To jednak są koszty. Reszta to banki, Skoki, banki, adidasy, banki, nieciekawa odzież i zepchnięta do piwnicy ... kiedyś - księgarnia. Zniknęły pierniki, nie ma kafejek, podobno jest gdzieś dalej ... jakaś mała restauracyjka. Smacznie tam.  Podobno. To mało pocieszające dla strudzonego. A ten odwiedza zwykle centrum i to, co blisko.  Żegnam ciekawy, koronkowy, fiołkowy most. Obiecywał tak wiele ...

picture15 picture17

picture12
KTS3

na stronie turystycznej Głogewa czytamy: "to atrakcyjny, godny polecenia teren". Dalej jest wiele na temat niepowtarzalnego klimatu zabytków, które są badź odbudowywane, bądź w trakcie odbudowy,  bądź jeszcze czekają na swoją kolejkę do odbudowy.... Czyż to nie lingwistyczny absurd? Wiadomo, że coś było, jest czy będzie, odbudowywane.  Potem jest coś o możliwości podziwiania murów (ileż to czasu  można podziwiać?) Na koniec krzyczą  o (znowu!) możliwości podróżowania na rowerach i pieszo, bo to ktoś może zorganizować(!) Na koniec czytam  o nadziejach,  planach i możliwości (!)  popłynięcia stateczkiem. Ludzie! Gdzież tu jest miejsce na  nieezbędne całe zaplecze turystyczne? Nie ma!!!!!!!  Poczytajcie dalej: jest podział na Glogew i okolice i znowu 
nadzieje,uff!!!! Nie wierzycie?:
przejrzyjcie stronę miasta

jeśli poprawią się,  napiszę o nich inaczej ...

czy nie lepiej poprawiać
aniżeli zamykać komuś usta?