żaden polityk
tego nie przełknie

POLITYK

poznałam

Lektury i podręczniki szkolne
maluchy laską niejako
eureka
cienie, czyli ostrym pazurem
mit o Tezeuszu

Krajobrazy nie tylko polskie
impresje glogewskie
Kościan - przyjezdnym

Obszary ludzkie
nauczyciel
uczeń
piosenkarz
polityk
sprzedawca
filozof
DJ
lekarz

Pisane sto lat temu
poeci.kom wirtualne media
rzeczypospolita
e-poznan

kontakt-contact to <!--Wyszukiwarka-->skrzysia back to <!--Wyszukiwarka-->Krzesława - <!--Wyszukiwarka-->Tatiana

® wszelkie prawa zastrzeżone
kts Ostatnia aktualizacja: 2007-2017
zapisz do ulubionych banner Krzysi, jeśli chcesz się wymienić, pobierz

              Politykiem stajemy się albo z żądzy pieniądza czy z chęci poprawienia doli swoim krewnym i sąsiadom albo też z silnej potrzeby akceptacji czy wręcz potrzeby podziwu. Nie ma innej opcji.

             Zauważmy, że opcja pozytywna jest jedna i musiałaby być silnie umotywowana, bo inaczej istnieje podejrzenie, że środowisko, dla którego mamy działać, w coś nas "wrabia" albo "wmanewrowuje". Jeżeli tak jest, należałoby najpierw wniknąć w motywy takiego postępowania, zapytać: "dlaczego?" Czy zawsze początkiem wszystkiego jest życzliwość? A może to złośliwość? Tylko, jak tu rozpoznać "przyjaciela"?


             Polityk działa w dwóch opcjach:

1. działacza - gadacza
2. działacza - społecznika

             Ten pierwszy  mówi dużo, często powtarza ulubione frazesy, szafuje obcymi wyrazami na prawo i lewo, niekoniecznie we właściwym znaczeniu, przekomarza się i zagaduje pustymi sloganami, zaobserwowanymi, podsłuchanymi, wciska się w różne miejsca, pokazuje swą  twarz. Cwaniakuje i śmieje się, jeśli nikt mu nie zwróci uwagi. Jeśli nie uda się nikomu dotrzeć do sedna, pyszni się i chodzi niczym paw.

             Ten drugi pracuje, chodzi do ludzi, wypytuje o potrzeby, traci często swój czas na powtarzające się prośby, żale, dowiaduje się o krzywdach, pomaga w rozwiązywaniu wszelkich problemów, przychodzi do domu często znużony i "pada na twarz". Następnego dnia robi to samo, to samo i to samo i , bywa, rodzina przestaje go poznawać. Ona żyje już własnym życiem, z braku ojca czy matki, czasem męża czy żony, pokonując swoje bóle  poza jego świadomością.

Polityk pośredni nie istnieje. byłby chyba cyborgiem.

               Niezależnie od wybranej opcji, każdy polityk ma swój czas, związany z nietykalnością, czas na nowe gniazdko polityczne i osobiste, które musi wyścielić sobie na przyszłość. Jeśli nie zadba o to, staje się zgnuśniałym, wściekłym z powodu zapomnienia, złym na cały świat politykiem byłym.

               Czy warto bawić się w takie zabawy? Czy warto poświęcić swój czas i jasną przyszłość chwilowemu trzepotaniu skrzydeł wśród płomieni świecy? Po otwarciu okien,  w  moich plafonach często spotykam takie pędzące ku jasności tłuste muchy. Je też pcha coś do światłości . Skrzętnie zostają wrzucane do kubła...

banner <!--Wyszukiwarka-->krzysi

                Polityk to zawołany etyk. Taki nauczyciel z samopowołania. Dumny z wiary, w której wyrósł. To polityk, który szafuje słowem, poucza, odwołuje się do bytu nieustalonego; do swojej wiary przykazań.

                To on uważa, że, jeżeli papież chce odejść,, to duch święty tak mu, po prostu, nakazuje. On w to wierzy. Wierzy, czyli „tak musi być”. Bo umysł jego jest ponad. Tak się sam ocenia. Skoro inni go wybrali? Widocznie poznali się na umysłowości jego wielkiej.

                Ten sam ktoś, nawet, jeśli sam łamie prawo (np. na drodze), to chce wykorzystać móc swój nietykalności immunitet, to zarządzenie, które, w istocie, sam, no, może jego poprzednicy, tacy sami ktosie, wymyślili.

                Ten sam ktoś zdradza swoją połowicę, tę wybraną, tę, której przed swoim i narzucanym przez siebie innym, najwyższym Bogiem, przysięgał.
I choć sam wielokrotnie wykrzykiwał wcześniej konieczność ochrony rodziny: że rodzina to i tamto, teraz boczy się na pismaków, że prześladują go, opisują jego lalę i chcą pokazywać go w tej niefortunnej, do jego wypowiedzeń opozycyjnej, sytuacji obściskiwania się z niedawno - podwładną.
Grozi sądami, sądami, które muszą jego – ważnego kogoś - bronić racji.
Zapomniał, jak kalał innych pomówieniami.
On w takiej sytuacji nie boi się Boga, on pewnie uważa, że immunitet ochroni go także przed Nim albo wyłącza tę swoją jaźń, która pozostaje w wierze o karze nieuchronnej.
Zapomina, bo „przecież człowiek jest ułomny”.

                 Ma zawsze, na każde swoje zachowanie, wymówkę. Wywija się, kręci, manipuluje i uważa wszystkich za idiotów. Jak to nazwać: Obłudą? Myśleniem poklatkowym? Sklerozą? Jeśli tak, to kto go wybrał? A jeśli nawet, to dla draki, dla zabawy, w jakim celu?
Pomyśleć, ze tacy politycy będą omawiani, jeśli nie opiewani, w annałach szkolnych. Tacy zepsuci do cna, tacy święci nad świętymi… Zgroza!

znam polityka, który w wyniku pomyłki środowiska, "pojechał" na nazwisku poczciwego, zasłużonego w środowisku wujka. Potem poszło już "z górki". Kiedy zorientowano się w sytuacji, zdołał coś tam załatwić i teraz już nikt mu  nie pamięta tego fałszywego, cwanego, posunięcia. Teraz pojawia sie obok najważniejszego w swojej partii. Gadacz-naśladowca jeden.

znam polityka, który zamiast uczyć się, ciągle coś załatwiał, a jako przedstawiciel środowiska, czerwony działacz ", musiał" mieć w czasach czerwonych, profity. Potem postawił na przeciwną, "właściwą" opcję i zawalczył pozytywnie o władzę w pewnym, niemałym, mieście. Na szczęście wtedy rządził krótko. Zagraża jednak swej społeczności  nadal, bo... vide to też blisko. Buc jeden.