Poeci tacy poetyccy … czyli przyszedł czas na...
"Pewnego dziwnego dnia, kiedy słońce ułożyło się nie tak, jak miało, a może  mi się to tylko wydawało, napisałam swój pierwszy wiersz. Chciałam wówczas wykrzyczeć coś, czego dziś już nie pamiętam. Potem pisywałam; dużo, mało, zapiski rosły, czas mijał. Postanowiłam zmierzyć się tą własną pisaniną z notatkami innych, obcych mi ludzi. Pojawiła się pewna świeża witryna poetycka, która w temacie miała poetów. Wysyłałam swoje wiersze, komentowano je, inne … też, przyznawano wielkość lub … nie, kłócono się o jakość i o „zasady”. Udawano umiejętności i wiedzę, chełpiono się  znajomością faktów, odmawiano jej innym, walczono w końcu na noże (!). Po prostu: obrażano. Nie piszę o sobie. Nie mogłam tego czytać. Swoje widzenie świata mogłam za to oddać we własnym, jak wtedy zapewniano, dzienniku. Grubo napisane słowa o jedynowłasności  tegoż  faktu widniały  i  biły wszędzie w oczy. Pojawił się wkrótce dział haiku, na którym znalazłam przez przypadek i wreszcie (?) swój mały światek. Wgłębianie się w zawiłości sedna haiku zajmowało mi coraz więcej czasu. Poczułam się pewniejsza i zgodnie ze swoją wiedzą  pisałam  i pisałam te moje haiku . Przyszły małe sukcesiki, nazwisko powtórzone parę razy i propozycja, aby zabawić się w ocenę innych. Skrupulatność moja  i bezstronność ( oceniałam ludzi nie znając ich danych ) zaważyła na tym, że ponawiano tę propozycję.
****************************************************************************************************************************
Stało się dla mnie jasnym, że moja chęć pisania musi znaleźć upust na innej witrynie, bo tutaj oczekuje się ode mnie krytyki literackiej.
Tak się zdarzyło. Angielskojęzycznie nazwana witryna polska, na której wypuszczałam swoje wiersze pod pseudonimem , a właściwie pod nawet dwoma ( to też historia!) dała pod naporem chętnych (nie pamiętam, może i moim) dział haiku. Bez przyzwolenia żadnego, widząc szkaradne błędy w pisaniu haiku, zaczęłam z pewnym przyjaznym mi osobnikiem (hejka, Chris) tam działać. Podrzucałam mu świeże bułeczki z przetłumaczonych dopiero co stron internetowych, przedyskutowawszy uprzednio każdy wątek ze sobą samą i potem z owym kolegą na gg. Oczywistym jest, że stał się moją prawą ręką w znajomości haiku. W tzw. międzyczasie strona owych wcześniej wspomnianych poetów zakończyła swą charytatywną działalność. Poznikały nasze „jedynie nasze” dzienniki, poznikały ulubione nasze własne wiersze z komentarzami na temat, pojawiła się strona  (z nową już datą ), na którą, aby wejść, trzeba się było od nowa zarejestrować  wraz z wpłatą pewnej określonej z góry kwoty. Jak dziś oceniam, członków jest tylko paru. Przestało mnie to bawić, tym bardziej, że również w  międzyczasie odkryłam zadziwiającą paru witryn współzależność. Potwierdziły to następujące po sobie różne pozainternetowe spotkania, na które pomimo zaproszeń nigdy nie pojechałam. Nie lubię sosić się, czyli taplać we własnym sosie. Daje to tylko efekt w postaci upodobnienia spojrzeń, co w tak dziwnym kręgu, jakim jest poezja i poeci, nie prowadzi do niczego ciekawego, mowy nie ma o żadnym postępie.. Nie jest to dziecinada, bo w konsekwencji dochodzi do tego, co już istnieje od dawna, a co  nazwać by można małą działalnością korupcyjną. Małą, bo na tym pierwszym etapie nie daje to konsekwencji materialnych. To, że poeci zostają nagradzani, dzieje się często za sprawą owych powiązań. Ja - Tobie, Ty - mi. Gromadzą się dyplomy, nagrody, otoczka (samo)chwały rośnie, aż dochodzi do odkrycia, że oto koło nas (pewna polonistka uważa, ze nie istnieje słowo: ”koło” w sensie „obok” ) wyrósł był KTOŚ. Broń Boże nie sugeruję sobie samej, a tym bardziej Wam, im, jak  przyznaje się nagrody …. Nobla. A jednak?  Porównałam czas nadawania nagród, porównałam linki ( to zaprzyjaźnione drogi internetowe do przyjaciół ) i siadłam zdruzgotana: cóż za znaczenie teraz miała jakaś nagroda przyznana nawet mnie?

***************************************************************************************************************************
Musiałam zdrowo odetchnąć, aby ponownie zabrać się za pisanie. Dobrze, że w odwodzie istnieje tak genialna strona, jak poema. Tam nikt przed nikim nie popisuje się elokwencją, obraźliwymi zdaniami. "Tam, jeśli ktoś chce, może pochwalić albo i nie". Do rymu, bo też jest to coś pięknego.  Bywają, owszem, i czarne chmury, ale są natychmiast, czasem tylko później, wyłapywane. To jak Twoja ulubiona szuflada pełna myśli, które możesz, nie musisz, publikować. Tu  wracam często, czasami coś wrzucę. A do strony poezji wracam już tylko , aby  pod pseudonimem pomagać. To moja konstruktywna krytyka. Zauważam, że ludzie coraz częściej pisują do mnie i dziękują za odkrycie w nich haikowych mędrców. Najlepsze haiku wyłapywałam charytatywnie przepisując i przekazując na namidę (to już też historia) kolegi, który je publikował na pierwszej stronie. Na forum haiku na namidzie dostarczałam wiersze  „z drugiego kosza”, prawie równie dobre z lekkim komentarzem co do niedoróbek. Czasami konsultowałam je z grupą innych, nieznanych mi, współredaktorów, ale tylko wtedy, kiedy były równie …dobre, a właściwie równie błędne.  Błędy były zwykle tzw. „drugiego sortu”, czyli nie dotyczyły struktury i najprostszych podstaw. Można jednak było mówić o drobnych błędach merytorycznych. Genialnego wiersza nie zobaczyłam, ale bardzo dobrych powstało wiele. Haiku to nie ot, taki sobie, wierszyk. To wiele myśli powiązanych ze sobą, a jednak samodzielnych i w tych samodzielnościach, w odosobnieniu często innych, a pełnych. To trudne, dlatego tych, co próbowali pisać kiedyś i próbują dalej, mimo popełniania błędów , podziwiam. Ale pojawił się ktoś, komu mało było prób, kto na każdą krytykę zaczął mnie nękać pytaniami, a skąd wiem, a dlaczego nie chcę podać swoich  źródeł -  tłumaczeń haiku z angielskiego? ( nie uznał widocznie, że mam prawo do samostanowienia, że mam jakiekolwiek prawa do czegokolwiek, a do intuicji twórczej tym bardziej) Działo się to  nie tylko na gg, ale na owych forach., na forum poezji, na forum namidy. Równocześnie ludzie przesyłali i przesyłają nadal mi swoje ciepłe słowa i … haiku. Tylko, gdzie je publikować? Mam pomysł. Wkrótce go zrealizuję. Może nawet na paru stronach. A namida? Niechże nadal trwa przy współpracy tym razem z owym ciekawskim. .Pomogłam w licencjacie. W pracy magisterskiej potrzebna jest  nowa krew. Ma teraz cieplutkie miejsce.
Przyszłość, z której (nawiasem) kpiłam, przedstawiano mi świetlaną. Idę naprzód, w tę przyszłość.  Nie mam czasu na  małoletnie zapały, układy, układziki, zależności.  
Jedno zaznaczam: „wara od mojego pseudo”.  
****************************************************************************************************************************
No i stało się. Z racji tej, że od jakiegoś czasu próbowałam poukładać swoje sprawy związane z piosenkami napisanymi niejako dla zespołu, postanowiłam zajrzeć na łamy przeglądarki Google. Wpisując tytuł swojego przeboju "Nie bój się śmiać", który kilkanaście razy zamieszkiwał na  Liście Przebojów znanego radia wywołując dość specyficzne reakcje, zauważyłam, że ktoś (kto, zaraz się zorientowałam) podpiął się pod mój tytuł opatrując go adnotacją, iżby miał na to dodatkowo przyzwolenie tak szacownej instytucji, jaką jest ZAiKS. Na domiar złego,  podpiął się tak sprytnie, że umieszczono tamto tuż przy informacjach o w/w LP odpychając moje dane całkiem gdzieś indziej. Zrodzić to mogło przypuszczenie, jakoby owa autorka jest powiązana z radiem bardziej aniżeli ja. Tego już było za wiele. Skradziony chroniony tytuł, skradziona "rybka" + skradzione miejsce w Google.  Sprawę poddałam pod rozstrzygnięcie w jednym z Działów ZAiKS-u. Zrejterowano...

kontakt-contact to me
K.S Ostatnia aktualizacja:
 2018
zapisz do ulubionych
 banner to main page