sprzedawca, sklepikarz, kupiec

 

Po dłuższym odwiedzaniu mniejszego sklepu, jego właściciel bądź sprzedawca staje się często naszym znajomym, kimś, kto, jeśli go spotykamy w innym miejscu, wcale z tym poprzednim  już może się nie kojarzyć. Zastanawiamy się , odkłaniając, gdzieśmy go - ją, spotkali. Taki człowiek zna nasze upodobania, przynajmniej - kulinarne, wie, czego nam potrzeba i czasem pyta, czy nie powinniśmy jeszcze dokupić marchewki czy ziemniaków.

Lubię duże sklepy, dlatego, że znajduję w nich wszystko to, czego szukam. Nie lubię ich jednocześnie, bo rzadko znajduję w nich (oprócz kasjerów) tych, co tam pracują. Reszta gdzieś wtapia się w tłum, znika, przemyka, próbuje przetrwać niezaczepiona przez gubiącego się tam klienta. Oczekiwałabym zamiast bladych małych tabliczek, odpowiednich uniformów, widocznych z daleka.

Wiele firm ściga się ostatnio  w organizacji nowych sieci sklepów na różnych osiedlach. Na moim - nie. Dlaczego? Otóż, moje osiedle nie przynosi dochodów; jest zbyt małe, zbyt średniozamożne, zbyt ciasne i tym samym marnie zamieszkane przez tzw. "grube ryby". Można powiedzieć wprost: znajduję tu jedną taką, średniogrubą. Ale mam pomysł. Czy nie należałoby wyznaczyć taki obowiązek każdemu z "ważnych"? Mogliby się wówczas autentycznie popisać swoim zaangażowaniem i przedsiębiorczością, swoją umiejętnością przebicia. A tak, na osiedlu, po słynnym przedstawieniu-akcji gaśniczej ostatniego supermagazynu pewnej spółki obcej, stoi i straszy wyliniałe miejsce. I nikomu, oprócz mieszkańców, atakowanych wyższymi, teraz, cenami małych sklepików, to nie przeszkadza. Ci, co mają samochody, tracą cenną benzynę na dalekie wyjazdy "za chlebem", a ci, co nie - wydają o wiele więcej zaopatrując się w pobliżu albo jadają mniej. Ślepota na małe, więc i biedniejsze, jest oczywista. Łatwiej jest upiększać w mieście już to, co piękne, duże i wysokie. To widać, to "krzyczy". Kiedy trzeba kupić, kupuje się i u tych zdzierających z nas ostatni, czasem, grosz. Bo oni znają teraz swą siłę.

Kupowaliśmy sobie, na ważną rocznicę, odtwarzacz. Całodzienna wyprawa w poszukiwaniu najtańszego, acz niezłego sprzętu, pokazała, iż ważne sklepy w mieście do tego stopnia zawyżają ceny, że różnica okazała się być 15% konkretnie dla tego towaru. Czy to ktoś sprawdza? Czy wie o tym Stowarzyszenie Konsumenta? 15% różnicy w cenie? Przecież w każdej z tych paru cen za zdobycie przez sklep towaru był już naliczony haracz . Skąd ta różnica? Z głupoty usługobiorców. Czyżby sklepy zatrudniały psychologów? Otóż tak. Są w tej mierze lepsi od np. szkół. Uczą się. A tego, żeby chleb umiejscowić najdalej jak się da, od kas. A tego, że idąc ku  towarowi tzw. pierwszej potrzeby, mógł porozglądać się i powdychać zapachy, złapać okiem  kolory z innych opakowań. Czyżby więc wielki właściciel, był mądrzejszy od innych? Jak widać, tak. Mały sklepikarz nie ma tych możliwości, ani nie chce, aby ktokolwiek dotykał mu towar, on posługuje się zachętą werbalną. Tylko. Dużego stać na więcej. Woli nawet i stracić odrobinę (ewentualność kradzieży), ale ile zyska!

shop2

shop4

skl5

banner of Krzysia

©K.S Ostatniaaktualizacja:
 2017

zapisz do ulubionych


lektury i podręczniki szkolne
maluchy laską niejako...
eureka...
cienie, czyli ostrym pazurem
mit o Tezeuszu

krajobrazy nie tylko polskie
impresje glogewskie
kościan

obszary ludzkie
nauczyciel
uczeń
piosenkarz
polityk
DJ
lekarz

pisane sto lat temu
poeci.kom
wirtualne media
rzeczypospolita
e-poznan

shop6

shop7

kontakt-contact to me