uczeń
w obronie inaczej, czyli bijcie się w piersi
degrengolada

Generalnie,  pojedynczy uczeń,  nie jest agresorem. 

Wchodzi do szkoły czy wcześniej, przedszkola, pełen dobrej wiary, chęci do nauki. Chyba, że wcześniej ktoś już  "przygotował go" do wydzierania najlepszych kąsków nawet tam. Dopiero potem, dużo później, kiedy  jakiś nauczyciel nie zechce go zauważyć lub zlekceważy najmniejsze, bolesne symptomy niewiary w siebie, dopiero wtedy ów mały człowieczek szuka "metod" na zdobycie dobrej oceny, uśmiechu sympatii  czy poklasku wśród reszty. Nie należy się temu dziwić. Takie dostaje wzorce. W domu, kiedy znużona matka, w starych ciuchach, niedożywiona, zniechęcona życiem, nieumalowana, bo "za co i dla kogo" mozolnie wypełnia rolę matki i żony ( albo i nie), kiedy sterany, bez pracy, ojciec w rozdartym podkoszulku, łazi po domu w kapciach, wykrzykując na wszystkich i wszystko (to ostatni jego samczy bastion) z piwskiem w ręku. To oni przejęli wzorce zachowań po swoich biednych, zagonionych wojenną zawieruchą, ojcach. To oni cieszą się mimo wszystko "tym niczym" - własną klatką na którymś piętrze lub takąż - na zimnym placu ogródków działkowych. To oni mówią o półkach pełnych octu i nagich hakach w sklepach, zatem o tym, że teraz jest lepiej.. To oni mówią z podziwem o drobnych cwaniaczkach, pokazując, że można brać jeszcze więcej. To od nich młodzi chcą się odciąć i brną jeszcze dalej; w to samo, ale "lepsze" albo ... w inność. Może nie?

A inny obrazek: idzie strażnik miejski chodnikiem i "nie widzi", że pod koła aut za chwilę wpadnie kawał olbrzymiej, poruszanej wiatrem, blachy. On nie chce widzieć. On się nie rozgląda. On woli podejść do świeżo źle zaparkowanego samochodu z obcą rejestracją, aby wlepić mandat. On ma wyższe aspiracje. On jest stworzony do innych działań. Albo inna scenka z podobnego rewiru: codzienne przejścia młodych strażników płci różnowymienialnej, gdzieś do baru, po kanapki, drożdżówki, potem powrót - z towarem, pełen fantastycznych mandatów wkładanych za wycieraczki, wesołość i przekomarzania, "kto teraz komu". A że obok, po drugiej stronie leży pełno psich kup, od dawna tego nie widzą. Tego nikt z nich nie widzi. A przecież to są ci, którzy mają  zauważać, mają być wzorcem, więcej, mają pilnować dobra ogólnego.. Oni jednak tylko wymagają, oni mają władzę. A szkoła? W szkole, zmarnowany lekcją nauczyciel także woli  nie marnować swojego wolnego czasu w czasie przerw. Czy to raz widziałam brak jakiejkolwiek reakcji? Woli być ślepy na zabawy starszych dziewcząt, które wiążą jakiemuś "młodemu" ręce do tylu, nie widzi, kiedy one go tłuką i kopią. Woli być ślepy na zamykanie słabszych w salach gimnastycznych i uniemożliwianie im zdążenie do klasy.  On woli karę nałożyć na tego jednego, na konkretną osobę. Za co? Że jest głupi i naiwny. Może tak, jak on ... kiedyś."Niech sobie dają  radę sami ".  Jak on. Kiedy ci sami, nieokiełznani,  biorą się za niego, jest zdziwienie. A przecież wcześniej odwracał się, udając, ze oto ma coś ważkiego do powiedzenia koleżance czy koledze. Bo trzeba powiedzieć; na przerwach, ci śmiejący się  z kawałów o parach policyjnych, sami chodzą parami. Degrengolada panuje wszędzie, zezwierzęcenie jest na każdym kroku, tumiwisizm panuje i rozpowszechnia się. Widzimy dopiero, kiedy coś się stało. Udajemy. Lepsze to niż codzienna walka ze złem. Lepsze to, bo potrzeba "mniej zachodu". To wygodniejsze. Nasz kiedyś, premier Giertych, rzucając się na głębokie morze potrzeb szkolnych, nie miał pojęcia, że to morze to ogromna bomba, która sięga innego dna, dna polskiej, powojennej niemocy podniesienia się. Tu nie ma dobrego rozwiązania w jednolitych kołnierzykach czy jednopłciowości klas. To już przerabialiśmy, to przerabiają do dziś, choćby, Chiny. One brną dalej, w samozamykanie się i w niedostępność. Jeśli zaczęliśmy, szukajmy dna. Ono jest w powtarzalności zachowań prapradziadów, w dążeniu do bycia innym, wyodrębnionym, ważnym. Tego nikt nie zatrzyma. To można tylko próbować zmieniać. Nie zmienił kościół. Nie dał rady. Próbował i ... balon pękł. Sam się okazał mało wzorcowy. Stadiony pękają od złych nastrojów, sadyzmu, niechęci i woli walki, zmierzenia się. Nie wytrzymały, mimo, religijnej pokory wobec naszego Wielkiego Papieża. Wzorce ... Lekarz przyjmujący inaczej, jeśli nie dostanie choćby drobnego wsparcia ... Czasy, kiedy odwracał się tyłem do pacjenta i ... czekał, bo jeśli nic, to kazał przyjść jeszcze raz, za miesiąc, może "skruszy się", "dojrzeje". Kliniki są pełne tego rodzaju doświadczeń. Lepsi, szybsi, pacjenci, wcale nie z przyczyn życiowych ... Czy to też nie wzorce zachowań? Dziś wyrzuca sie pacjentów ze szpitali, bo przecież morale "umknęło" wraz z brakiem dostatecznych uszeregowań wynagrodzeń. O tym mówi się. To się wie.

Dzieci słyszą. Dzieci uczą się. Jedne biorą to za zły przykład, inne - za dobry, wzór do naśladowania. A z innej beczki. Pożar. Przyjeżdża jeden, drugi, trzeci wóz strażacki i nie wie żaden, że na osiedle jest tylko jedna droga, ładują się jeden na drugiego w ślepych nitkach.  A tam się pali ... Tam wystarczyłoby, aby ktoś z góry, z helikoptera, wrzucił nieco proszku i zamknął dostęp powietrza do małego ognika. Akcja, wielu polewa (olewa!) z boków, otwierają drzwi, patrzą, nie reagują na podpowiedzi, że to nie w tym miejscu: "nie mamy ze sobą kontaktu" -mówi koordynator z centrali). Wielka akcja gaśnicza i ... jakaż sensacja na całą Polskę! "To drugi tego typu przypadek" - grzmią z radia i telewizji. Czy to ciągle o dzieciach? Otóż tak. O wzorcach. O beznadziejności, w której tkwimy. I powielamy. Bo, jak nam ktoś tak, to my ... następnemu. Niedoczytani nauczyciele, nieskładni strażacy, niefrasobliwi strażnicy miejscy, nie ... nie szukajcie daleko, znajdziecie tego pełno. Na całą książkę. Każdy z nas ma tego cały worek. Każdy z tych przypadków jest do omówienia i zastanowienia się, bo każdy to dłuższa opowieść na dłuższy film. Żyjemy w grotesce życia, w nakładanych maskach uprzejmości zrozumienia i rozumienia innych, żyjemy tak, jak oczekuje tego świat o narzuconych już wcześniej, przez równie zwykłych ludzi, wartościach, które, przyciasne teraz, niszczą nasze własne poczucie niepowtarzalności i sensu. A jeśli brak sensu na życie - próbujemy je przeciąć. I wystarczy mała, nieznacząca nic, jedna kropla. Wzburzeni, popełniamy błąd. Jak to zatrzymać? Sama nie wiem. Próbuję zrozumieć. I, póki co, płynę i pomagam płynąć.

ks
wiem, co mówię,
doświadczyłam tego sama
kts ostatnia aktualizacja

2007-2018

tumiwisizm
nieskładność
sadyzm
fala
zadufanie
krętactwo
władza
bylejakość
pozoranctwo
nierzetelność
cwaniactwo


"mętność, widzę mętność"

back